Cześć! Jestem Dagmara- nauczycielka, oligofrenopedagog, żona, robótko i zakupoholiczka... Podstaw szydełkowania nauczyła mnie babcia w dzieciństwie, ale dopiero kilkanaście lat później zaczęłam pracować na schematach. Na blogu prezentuję swoje prace, ale nie tylko szydełkowe. Od jakiegoś czasu również szyję, a także lubię eksperymentować z innymi technikami. Zapraszam!
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Ciekawe blogi- blogspot
Ciekawe blogi- blox
Polskie Rękodzieło - katalog blogów

zBLOGowani.pl

coś do ubrania

niedziela, 04 czerwca 2017

    Kolejny projekt skończony! Bardzo się cieszę, ponieważ teraz mam w planach systematycznie kończyć zaczęte robótki. Tą chustę zaczęłam jeszcze w ubiegłym roku, kilka dni przed Sylwestrem i choć cały czas była w pobliżu, rzadko do niej sięgałam.
    Na dzisiaj zaplanowałam zrobienie wykończenia w postaci pomponów oraz zdjęć. Dosłownie ścigałam się z deszczem, bo podczas prac końcowych widziałam nadchodzące chmury. Szybko wyszłam do ogrodu z aparatem, a po chwili już zaczęło kropić, dlatego nie miałam zbyt wiele czasu na przemyślenie ujęć. Niemniej jednak zdjęcia są i uciekłam przed ulewą.
    Chusta o tradycyjnym kształcie, bardzo łatwa do zrobienia. Efekt zawdzięczam fantastycznej włóczce od Liloppi, która kiedyś widniała pod nazwą Magic Glitz, a dzisiaj możecie ją znaleźć jako Flora Lurex.

    Efekt mnie jak najbardziej zadowala. Jeszcze pewnie kiedyś wrócę do tej włóczki w innym kolorze.
    Pozdrawiam :)

czwartek, 25 maja 2017

    Niedawno u Liloppi pojawiły się nowe włóczki o nazwie Duhova Vila od firmy Vlnika. To wspaniałej jakości akryl, mięciutki i delikatny, ale nie przesadnie puszący się. Pokochałam go od pierwszych rzędów zaczętej robótki. Występuje w świetnych zestawieniach kolorystycznych. Sami możecie się przekonać tutaj. Na pierwszy ogień wybrałam kolor "pastelowy" i zaczęłam mój pierwszy Linus z myślą o Dniu Mamy.
    Włóczka jest bardzo wydajna i zużyłam jeden cały motek i trochę drogiego. Chustę w takim kształcie robi się bardzo łatwo i przyjemnie. Można dowolnie modyfikować jej wielkość i zakończyć w dowolnym momencie.

    Z pewnością jeszcze nie raz będę pracować na tej włóczce. W planach mam już sweter/kardigan :) Dodatkowym atutem jest możliwość rozpoczęcia robótki albo od zewnętrznego koloru motka, albo od środkowego.
    Mam nadzieję, że mama będzie zadowolona z takiego upominku. Cieszę się, że mam komu robić prezenty w ten dzień, bo dla mnie jest on jakiś trudny i smutny. Oby się to kiedyś odmieniło...
   Chusta trafi do właścicielki jutro, a Wam pokazuję już dzisiaj. I jak?

    Pozdrawiam serdecznie :*

niedziela, 07 maja 2017

    Dzisiaj wyjątkowy wpis, bo wyjątkowa praca, którą niedawno skończyłam. Jestem z niej wyjątkowo dumna, bo to pierwszy projekt robiony ze wzoru z Ravelry i to po angielsku. Jak się okazało, nie było aż tak trudno. Opis autorstwa Stephena Westa na Marled Magic Mastery Shawl Kal jest opracowany bardzo zrozumiale i przejrzyście. Mimo, że język angielski nie jest moją mocną stroną, a dodatkowo na drutach też nie robię jakoś długo- poradziłam sobie! Dodatkowo tekst opatrzony jest filmikami na YouTube, które rozwiewają ewentualne wątpliwości.
    Chusta jest dość duża i bardzo kolorowa. Właśnie o to chodzi w projektach Westa, są one niezwykle charakterystyczne. Można przy ich wykonaniu zużyć wszystkie resztki włóczek, które mamy. Powinno używać się do każdego elementu dwóch różnych włóczek o grubości fingering, ale ja aż tak bardzo nie zwracałam na to uwagi. Nie mogą być grube, ani cieniutkie, ale jak wszystkie nitki będą miały podobną grubość, będzie z pewnością pięknie. Ja użyłam różne resztki włóczek skarpetkowych, Nako Comfort Stretch, Ice Yarns Etamin, Nako Estiva i inne niezidentyfikowane :) Uważam, że nawet przypadkowy dobór kolorów, zawsze da zaskakujący i oryginalny finał. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaki będzie efekt, nawet jak celowo wybieramy włóczki. To jest właśnie ta magia!

    Z pewnością jeszcze kiedyś wrócę do tego wzoru i zrobię inną chustę, może w odcieniach morskich... kto wie. Na razie mam mnóstwo nowych wzorów i pomysłów, a chce wypróbować wszystkiego. Dzięki tej pracy stałam się bardziej odważna do podejmowania wyzwań, ponieważ łączy ona w sobie wiele technik. Każda sekcja uczy innych umiejętności- na przykład briosza, której dotąd nie umiałam, rzędy skrócone, czy wykończenie brzegu I-cordem. Lepiej poznałam angielskie oznaczenia oczek i będę je wykorzystywać przy następnych projektach. Jeżeli Wy również macie jakieś wątpliwości i obawy przed rozpoczęciem robótki z jakiegoś schematu, bądź opisu, który na pierwszy rzut oka wydaje się być trudny, to zachęcam, żeby podjąć ryzyko i spróbować. Można zawsze liczyć na pomoc innych dziergających.
Wszystkich dziergających MMKal oczywiście zapraszam również do kontaktu ze mną, z chęcią pomogę :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

wtorek, 02 maja 2017

    Pomimo brzydkiej pogody tegoroczny weekend majowy mogę zaliczyć do udanych. Trochę wolnego i beztroskiego czasu każdemu się przyda. Skończyłam swój MMKal projektu Stephena Westa, ale aura nie pozwala mi zrobić mu sesji zdjęciowej. Z tego względu postanowiłam nadrobić kolejną zaległość i pokazać dzisiaj czwartą chustę z mojej kolekcji z Nako Vals.
    Bardzo lubię te chusty, a i innym przypadają do gustu, z czego oczywiście się bardzo cieszę. Tym razem wybrałam włóczkę, która u Liloppi nosi nazwę "Azuryt w miedzi", stąd też nazwa mojej chusty. Zdjęcia robione jeszcze w moim byłym, przytulnym mieszkanku.

 

Dla przypomnienia moje pozostałe chusty z tej kolekcji:

- chusta "Rainbow"

- chusta "Burzowe niebo"

- chusta "Różano-miętowa pralinka"

    W głowie mam milion pomysłów i tylko czasu brakuje :)

    Dziękuję bardzo za odwiedziny i komentarze.

    Pozdrawiam :)

 

środa, 19 kwietnia 2017

    Dawno mnie tutaj nie było, ale to wcale nie oznacza, że zupełnie nic nie robię. Projekty szydełkowe i drutowe systematyczne są realizowane. Jedynie szyciowe muszą trochę poczekać. Przeprowadzka zajęła mi więcej czasu niż przypuszczałam. Tony włóczek, kilometry materiałów i tysiące innych przydasiów, sprawiły, że pakowałam się kilka ładnych dni. Teraz żyjemy troszkę na kartonach, troszkę kątem u babci, a remont domu trwa pełną parą. Dopiero dzisiaj dorobiłam się internetu i mogę swobodnie coś napisać i zaprezentować kolejną pracę.
    Pewnie zastanawiacie się skąd taki tytuł?! Otóż pogoda wcale nie jest wiosenna, a wręcz zimowa. Dzisiaj rano skrobałam szyby w samochodzie. Kiedy zaczęłam te kolorowe rękawiczki pod koniec zimy, mój mąż śmiał się, że po co komu rękawiczki na lato. Pani Kasia, która je zamówiła nie poganiała mnie i dała termin aż do początku następnej zimy :) Stąd też robiłam z wielką przyjemnością bez presji czasu. Aura zrobiła nam jednak psikusa i bez żartów rękawiczki mogą przydać się jeszcze tego sezonu :)Wykonałam je z kolorowej włóczki Tahiti Batik niemieckiej firmy Grundl od Liloppi. Jest to akryl premium, który splotem przypomina bawełnę. Świetnie się robi, a kolory są nieziemskie.
    Zdjęcia zrobiłam już w moim ogrodzie i choć wymaga on jeszcze wielkiego wkładu pracy, to już bardzo się cieszę, że będę miała swoje miejsce do robótek :)


   

    Aktualnie pracuję nad kilkoma następnymi projektami oraz oczywiście nad Summer Cal'em. Dawno nie pokazywałam postępów, a już chyba trzy kolejne partie kwadratów zrobiłam :)

    Pozdrawiam i do następnego razu :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8