Cześć! Jestem Dagmara- nauczycielka, oligofrenopedagog, żona, robótko i zakupoholiczka... Podstaw szydełkowania nauczyła mnie babcia w dzieciństwie, ale dopiero kilkanaście lat później zaczęłam pracować na schematach. Na blogu prezentuję swoje prace, ale nie tylko szydełkowe. Od jakiegoś czasu również szyję, a także lubię eksperymentować z innymi technikami. Zapraszam!
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
Ciekawe blogi- blogspot
Ciekawe blogi- blox
Polskie Rękodzieło - katalog blogów

Blogi
zBLOGowani.pl
hosting
środa, 07 grudnia 2016

    Dawno nic nie dodawałam, ale to nie absolutnie przez to, że nic nie robię. Wręcz przeciwnie- szydełko i druty rozgrzane są do czerwoności, a i maszyna poszła w ruch... a to jeszcze nie koniec.
    Oprócz tego tydzień temu odszedł jeden z moich piesków, co przeżyłam strasznie i nadal nie mogę przejść z tym do porządku dziennego. Zwierzęta w moim domu rodzinnym, jak i teraz w tym, który sama tworzę, są traktowane na równi z ludźmi (a może niekiedy i mają więcej udogodnień). Był to młody 6-letni Yoruś Borys, którego nie raz tu pokazywałam, czy to przy okazji ubranka, czy legowiska. Panicznie bał się petard i każdy czas około sylwestrowy był dla niego traumą. Niestety mimo zakazów strzelania przed sylwestrem, zdarza się to nagminnie. Boruś tak panicznie wystraszył się, że udało mu się wyrwać i biegł spory kawałek do domu- nie dobiegł, potrąciło go auto... Łzy same ciekną mi po policzkach... :(:(:(:( Cóż próbuję to sobie jakoś wytłumaczyć, ale nie bardzo wiem jak. Jedyne pocieszenie to takie, że choć jego życie było krótkie, to fantastyczne. Miał wszystko, czego dusza zapragnie. Muszę mieć siłę dla mojego drugiego pupila- schroniskowego Bonda, który już chyba zapomniał o swoich strasznych przejściach. Staram się, aby był szczęśliwy... i chyba jest, a to, że trochę go rozpuściłam, to taki skutek uboczny :)
    Chyba jedyną terapią są dla mnie robótki, dlatego ostatni czas poświęciłam właśnie im. Nie bardzo mam co pokazywać, bo część jest w trakcie pracy, a inne mają być prezentami i ujawnię je dopiero po Gwiazdce.
    Dzisiaj chciałam Wam troszkę bliżej opowiedzieć o Summer Cal'u, który choć już dawno się ukończył, bo to w końcu "summer", a nie "winter", jest przepiękny i kolorami ociepla mój dom. Oryginalny kocyk, który miałby wyjść już kiedyś Wam pokazywałam, przy okazji zaproszenia do udziału we wspólnym dzierganiu. Niemniej jednak przypomnę:

    Razem z Karolinką ze sklepiku Liloppi postanowiłyśmy powiększyć prototyp do wymiarów standardowej narzuty 150x200, tak żeby była bardziej funkcjonalna. Tym sposobem liczba kwadratów diametralnie wzrosła :) Żeby Cal nie trwał latami, zwiększyłyśmy liczbę kwadratów z dwóch do ośmiu tygodniowo. Wczoraj udało mi się skończyć pierwszą turę motywów "Sky" w ilości 32 sztuk :)

    Łącznie mam do zrobienie 291 kwadratów, teraz przede mną 32 elementy "Azure". Schematy do wszystkich możecie znaleźć na blogu LoveCrochet. Swój Cal wykonuję ze wspaniałej włóczki akrylowej Lisa firmy Grundl, która dostępna jest oczywiście w sklepie u Karolinki. Moteczki 50g mają nasycone kolorki i świetnie się nimi robi :)
    Najbliższy weekend spędzamy z mężem w Warszawie. Trzeba trochę odreagować, aktywnie odpocząć, pozwiedzać. Czeka mnie kilkugodzinna podróż pociągiem, a co za tym idzie będę mogła swobodnie wyżyć się twórczo przy robótce :)
    Może ktoś nabierze ochoty na Cal? Można z tych kwadratów zrobić dowolne rzeczy.

    Pozdrawiam serdecznie :)

czwartek, 24 listopada 2016

    Pamiętacie moją pierwszą drutową chustę "Pastelowa Rhapsodia"? Jeśli nie, to wyglądała tak. Kolory włóczki pięknie przenikają i sprawiają, że chusta aż się błyszczy. Zużyłam na nią cały 200g motek YarnArt Rhapsody i troszeczkę z kolejnego. Został mi więc prawie cały, dlatego postanowiłam dorobić sobie do niego mitenki.
    Ta praca jest dla mnie szczególnie ważna, ponieważ te mitenki to pierwsza rzecz, którą robiłam na pięciu drutach. Poszło mi całkiem dobrze i już tworzę kolejne rękawiczki. Nie jest to wcale trudne, tak jak wydawało mi się na początku :) Tylko tak strasznie wygląda.

    Mam w planach zrobić również czapkę z tej włóczki. Wtedy będę miała cały komplet. Gorąco zachęcam do robótek właśnie z tej włóczki, bądź z YaarnArt Everest Fine (bardzo podobna). Z dwóch dużych motków spokojnie można zrobić cały zimowy zestaw- komin, szalik bądź sporą chustę, czapkę i rękawiczki/mitenki. Cały asortyment moich ulubionych włoczek YarnArt dostępny u Karolinki w sklepie Liloppi tutaj.

    Pozdrawiam :*

piątek, 18 listopada 2016

    Trwa bardzo gorący okres. Kilka zamówień specjalnych, kilka pomysłów na prezenty dla najbliższych, nie wspominając już o chęci realizacji nowych projektów :) Mam nadzieję, że ze wszystkim zdążę.
    Jedna rzecz właśnie przed kilkoma dniami zeszła z drutów. Jest to chusta, nad którą pracowałam przez ostatnie tygodnie. Powstała z włóczki YarnArt Everest Fine w odcieniach błękitu i bieli od Liloppi. Włóczka podobna do kiedyś wspominanej Rhapsody. Kolory bardzo ładnie układają się w pasy. Lubię takie włóczki, ponieważ bez zbędnych kombinacji i skomplikowanych wzorów, można otrzymać niepowtarzalną rzecz. Wyszła spora, bo ma prawie 180 cm rozpiętości, dzięki czemu z powodzeniem przykryje całe plecy i nada się nie tylko na mroźne dni pod szyję, ale również na chłodne letnie, czy wiosenne wieczory.

    Chusta jest już u nowej właścicielki Magdy, która jest bardzo zadowolona zarówno z wybranej przez siebie włóczki, jak i mojego wykonania :)
    Ja zaraz uciekam do pracy, a po powrocie... no cóż, w końcu piątek, tak więc na robótki będzie więcej czasu.

    Pozdrawiam serdecznie :*

piątek, 11 listopada 2016

    Wczoraj skończyłam kolejną drutową chustę, a kilka dni temu mitenki. Już niebawem pochwalę się zarówno jednym, jak i drugim.
    Dzisiaj przyszedł czas na pokazanie dziecięcej czapki, przypominającej zająca. Wykonałam ją z mięciutkiego akrylu w odcieniach szarości i pudrowego różu. Miałam troszkę utrudnione zadanie, ponieważ czapeczkę robiłam "na oko". Najbardziej lubię, kiedy mogę na bieżąco przymierzać daną rzecz. Wtedy mam pewność, że idę właściwym torem.
    Uważam ta pracę za udaną i na pewno kiedyś postaną inne czapeczki. Muszę tylko mieć dla kogo je robić...

    Na dworze zimno i ponuro, nawet nie chce wychodzić się z domu. Idealna aura na robótki. Trochę porobię sama, a trochę z Karolinką z Liloppi. Uwielbiam nasze wspólne spotkania. Zapominam wtedy o całym świecie :) A jaka pogoda u Was?

   Pozdrawiam :)

środa, 02 listopada 2016

    Mam na blogu malutkie zaległości, gdyż pokazuję prace z lekkim opóźnieniem... ale dzięki temu zawsze mam coś do pokazania :)
    Aktualnie większość czasu "robótkowego" poświęcam drutom, ale szydełko to w końcu moja pierwsza miłość i jemu zawsze pozostanę wierna.
    Kilkanaście dni temu powstały podkładki pod talerze i kubki. Dwie dorodne duże sowy i dwie mniejsze sówki. Z założenia miały być tylko szydełkowe, ale w trakcie pracy wpadłam na pomysł, żeby je podszyć filcem. Dzięki temu są sztywniejsze, lepiej się układają, a zarazem bardziej spełniają swoją funkcję- ochrony stołu przed gorącem :)

    Wieczory coraz dłuższe i zimne...Jestem szczęśliwa, kiedy wrócę po pracy do domu i nie muszę już nigdzie wychodzić, a najszczęśliwsza, gdy mogę zaszyć się w towarzystwie robótki :) A Wy co lubicie robić w jesienno-zimowe dłuuugaśne wieczory?

    Pozdrawiam Was serdecznie :*

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40